Check!

Bartłomiej Piech, http://fb.com/Angielski.u.Ciebie/, tel. 697 291 696

Idąc za ciosem, w naszym cyklu o uczeniu się języka angielskiego, bierzemy na widelec kolejny problem dręczący amatorów tej sztuki. Tym razem mowa będzie o zmęczeniu materiału. To temat często pojawiający się w okresie jesienno-zimowym.

Miesiące jesienno-zimowe to naturalny okres zwolnienia tempa pracy, potrzeby wyciszenia czy naładowania baterii. Jako że nauka angielskiego to proces dość angażujący, o tej porze roku naszemu wysiłkowi poznawczemu może zacząć towarzyszyć swoista zadyszka, napięcie, a nawet momenty zwątpienia. To nic niezwykłego, a po prostu znak, że przyszła pora na odpoczynek i zebranie sił. I bardzo dobrze!

Każdy, niezależnie od tego, gdzie pracuje i czego się uczy, potrzebuje relaksu, bo inaczej jego wysiłek przestanie przynosić pożądane efekty. Jednakże, skoro język obcy nabywamy przede wszystkim z ukierunkowaniem biznesowym, a więc z określeniem zrealizowania swoich celów i zadań w czasie (mam nadzieję, że tak w Twoim przypadku jest!), to taka chwila wytchnienia winna być potraktowana równie konkretnie i strategicznie. Zdecydowanie nie potrzeba nam niekontrolowanego, bumelancko-melancholijnego oderwania od rzeczywistości. Nie po kilku miesiącach systematycznego gromadzenia słownictwa, szkiców rozmów dla konkretnych sytuacji i niemałej ilości czasu i pieniędzy zainwestowanych w spotkania z tutorem lub lektorem. Czas chill-out’u można zagospodarować odrobinę pożyteczniej.

Jeżeli zamierzamy złapać nieco oddechu i nieco zwolnić ostre tempo systematycznej nauki, umówmy się, że będzie to dotyczyć jedynie przyswajania nowych porcji materiału. Nie czytamy, nie słuchamy i nie robimy notatek wtedy, kiedy wynika to z naszego nawyku lub rytmu rutynowych sesji powtarzania. Na to miejsce udajemy, że gramy w pokera i robimy CHECK! Jak to zrobić? W miejsce zdobywania nowej wiedzy wprowadzamy ćwiczenia sprawdzające, quizy, testy i zagadki. Na jak długo? Nie dłużej niż tydzień. Tyle zazwyczaj trwa jeden cykl, na którym zbudowany jest nasz nawyk nauki angielskiego. Nie chcemy przecież, aby zastąpił go nawyk popuszczania pasa. Dlatego do naszych „wakacji” od języka angielskiego powinniśmy z luzem, ale w graniach zdrowego rozsądku.

No tak, na luzie i z rozsądkiem, czyli jak?

Zgodnie z ideą okresu odpoczynku, aby oszczędzić sobie zachodu, skorzystamy z gotowych narzędzi. Tutaj, bez kropelki potu na naszych jeszcze niedawno zafrasowanych czołach, znajdziemy na przykład testy poziomu angielskiego. Wystarczy wygooglować „online level test”. Wyników jest tyle, ile prezentów w worku Mikołaja. A może i więcej. Osobiście polecam te na stronach British Council, Exam English i EFSET. Wymierne, solidne i darmowe. W sprawdzaniu bardziej szczegółowych tematów leksykalnych czy gramatycznych sprawdzi się Quizlet, a w środku opcje Test i Matching.

Na koniec porada od doświadczonego kolegi. Pamiętaj, że to tylko przerwa. To tylko odskocznia od rygoru pracy. To tylko randomowy test poziomujący. To tylko gra w apce na smartfona. To tylko parę dni bez nowych specjalistycznych wyrażeń w Twojej dziedzinie. Nie zapomnij, że to aż cały tydzień na uświadomienie sobie, ile pracy już włożyłeś w naukę. Aż siedem dni na spojrzenie na swoje praktyki edukacyjne z dystansu. Aż godzina lub dwie dziennie na zabawę i odkrywanie. Aż jedna szansa w całym roku na uznanie swojego dotychczasowego progresu!


GLOSARIUSZ:

  • Chill out – wyluzowanie
  • Check! – Sprawdzam!
  • Matching – dopasowanie

Bartłomiej Piech – tutor i wyznawca zasady „Nauczyciel nie jest niezbędny”. Absolwent filologii angielskiej oraz akademii coachingu. Autor metody nauki języka angielskiego stosującej narzędzia z zakresu psychologii biznesu. Od 5 lat prowadzi lekcje prywatne oraz grupowe, oferując spersonalizowane programy uczenia się. Budując samodzielność uczniów, minimalizuje stres, zwiększa zaangażowanie, maksymalizuje efekty. Inspirację odnajduje w kolarstwie, a dyscyplinę, upór i dbałość o szczegóły z sukcesem przekłada na działalność edukacyjną.