Rok prawdy – ale o czym?

Elżbieta Amborska, [email protected]

Branża budowlana spodziewa się problemów z utrzymaniem dynamiki dochodów. Już w ostatnim kwartale ubiegłego roku rok 2020 okrzyknięto rokiem prawdy, ale co to dokładnie dla branży znaczy?

W ubiegłym roku branża budowlana wypracowała dwukrotnie wyższy przychód niż w roku 2019. Ceny materiałów, usług i wynagrodzeń w końcu się ustabilizowały. Małe i średnie firmy wynegocjowały dobre warunki na podwykonawstwo, zrobiono wyłom w rozmowach z GDDKiA o waloryzacji kontraktów. Dobrze ma się wykończeniówka i deweloperka oraz firmy pracujące przy inwestycjach kolejowych. Powinno więc być dobrze, a mimo to zanim się jeszcze zaczął, rok 2020 dla budowlanki okrzyknięto rokiem prawdy. To pojęcie tak ogólne, jak zróżnicowana jest branża i jej problemy. Każdy pilnie wypatruje zatem tego, co ma być poddane sprawdzianowi. Z morza możliwości, wybrałam tylko trzy, które wydają się w tej chwili najbardziej istotne: koniunkturę, sytuację na rynku pracy oraz wdrożenie technologii BIM.

Koniunkturę w budownictwie śledzi wielu ekspertów, prezesów, dyrektorów itp. i najczęściej biją na alarm. Dynamika wzrostu i rentowność branży budowlanej od paru miesięcy słabną. Zwłaszcza w dużych firmach. Szczególnie źle miało być w okresie zimowym. Wiadomo, to dla budowlanki okres przestojów. Ale nie tym razem. Aura już któryś rok z rzędu zakpiła sobie z wieszczenia rekordowych mrozów i opadów śniegu, a wraz z nią i koniunktura. Być może “zima stulecia” to pojęcie, które trzeba będzie odłożyć do lamusa. Czy na to samo mogą liczyć przewidujący “pogorszenie koniunktury”?

Patrząc na wskaźniki koniunktury, raczej nie. Dane statystyczne są nieubłagane i faktycznie każą mieć się na baczności. Każda hossa przecież kiedyś się kończy i przychodzi po niej albo stabilizacja, albo bessa. Tym razem będzie to raczej stabilizacja, chociaż niektórzy już gotują się do ostrej walki o zlecenia i klientów. Kto się dobrze przygotował na ewentualnie gorsze czasy, może spać spokojnie. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony.

Na razie nikt nie zgłosił chęci walki o pracowników, nawet tych dobrze wykwalifikowanych. Za to wszyscy narzekają. A braki kadrowe w tym roku mogą być jeszcze większe niż dotychczas. W marcu Niemcy otwarły swój rynek pracy dla pracowników z państw trzecich. Obawy, że Ukraińcy porzucą nasze budowy i wyemigrują za zachodnią granicę są duże (niektórzy są nawet bliscy ataku paniki). Mimo to jakoś nikt nie zgłasza żadnych pomysłów, jak ich ewentualnie zatrzymać. Każdy liczy koszty pracy, zwłaszcza po ostatniej podwyżce płacy minimalnej, może dlatego? A może dlatego, że zamiast poszukiwaniem pracowników i realizacją zleceń firmy zajmują się nauką obsługi bazy danych o odpadach?

W każdym razie ostatnie doniesienia w sprawie niemieckiej inicjatywy są takie, że Niemcy nie są jeszcze w pełni gotowi i nie opracowali jeszcze wszystkich niezbędnych regulacji. Do przeniesienia się za Odrę nieprzygotowani są także pracownicy z Ukrainy. Największą barierą jest znajomość języka, bo taki warunek zatrudnienia stawiają Niemcy. Ten rok eksperci dają więc naszym firmom na przygotowanie się na odpływ ukraińskiej siły roboczej albo opracowanie rozwiązań, które zachęcą naszych wschodnich sąsiadów do pozostania w Polsce. Najbliższe miesiące pokażą, jak bardzo branży na tym zależy, ilu Ukraińców z niemieckiej propozycji skorzysta i na ile atrakcyjna dla nich się ona okaże.

Zarządzanie kadrami to nie najmocniejsza strona sektora budowlanego, podobnie jak zarządzanie w ogóle. Chociaż budownictwo to jedno z kół zamachowych gospodarki, ma jeden z najniższych wskaźników efektywności. Za tempo realizacji inwestycji branża obwinia najczęściej przepisy prawa budowlanego, sytuację na rynku pracy, rosnący popyt na materiały budowlane, który nie tylko podnosi koszty, ale i wydłuża czas dostaw oraz… kilka innych czynników. Z drugiej strony okazuje się, że w firmach budowlanych kuleje i proces podejmowania decyzji, i organizacja robót, i przepływ informacji, i… parę innych rzeczy. Lekarstwem na to zło ma być wdrożenie technologii BIM (Building Information Modeling), a więc digitalizacja procesu budowlanego i zarządzania jego realizacją. BIM umożliwia między innymi ciągły dostęp do informacji o projekcie, jego kosztach i harmonogramach prac czy dostaw. W efekcie upraszcza projektowanie obiektu, logistykę, zarządzanie robotami, kosztami itp. Jak na razie największe zainteresowanie BIM wzbudził wśród architektów i projektantów. Firmy wykonawcze dopiero zaczynają doceniać jego możliwości. A przejście od projektowania i zarządzania realizacją inwestycji za pomocą papieru i ołówka, do stosowania BIM, jest – z grubsza rzecz ujmując –  takie, jak przestawienie się z poziomowania elementów za pomocą sznurka na wykorzystanie do tego celu mierników laserowych. Kto spróbował, wie, że do nowego narzędzia trzeba się przyzwyczaić, ale poznał różnicę i woli zostać przy laserze. Może więc i BIM pomyślnie przejdzie “testy” w naszych firmach.

Małe i średnie firmy BIMu wdrażać wprawdzie nie będą, ale będą musiały przystosować się do nowego stylu zarządzania przez większych partnerów, którzy wprowadzą tę technologię u siebie. Sektor MSP testować może za to coś innego – ustawę o zatorach płatniczych. Nieterminowe płatności za wykonane usługi to prawdziwa zmora branży budowlanej, która generuje spore zadłużenie zwłaszcza wśród najmniejszych graczy na rynku. Czy to problem, który da się rozwiązać tylko przepisami? Miejmy nadzieję, że chociaż w znaczącej jego części.

Oczywiście wszystkie zakładane przez ekspertów i przedstawicieli branży scenariusze rozwoju sytuacji na rynku może zmienić buszujący po świecie koronawirus COVID-19. I to chyba będzie najważniejszy test dla snutych dotychczas przewidywań.